Historia pewnego komputera.

Pewnego dnia M. niezwykle zmęczony po pracy stwierdził, iż w naszej małej norce brakuje jakiegoś bardziej nowoczesnego sprzętu. Telewior i wibrator z zepsutym mrchanizmem są chyba szczytem osiagnięć techniki, które posiadamy, no może jeszcze dwie Nokie, które w przypływie szaleństwa „wymawiają” kto próbuje się połączyć. Laptop za czasów D. zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach w Sylwestra, a bez lodówki okazuje się mozna żyć.

M. zapragnął kupić komputer, no może bardziej nabyć;P

Zaniósł starego twardziela do punktu składaczy komputerowych i poprosił o skompletowanie reszty. Dysk nie był ot taki zwyczajny, gdyż M. przez dobrych kilka lat kolekcjonował i segregował unikatowe utwory i ich odtworzenie stało się dla niego nawet bardziej pasjonujące niż nieudolne próby puknięcia mnie analnie.

Pierwszego wieczora po odbiorze składaczka okazało się, że monitor, który psiadał, dawno temu wypełnił już swoje powołanie, więc ja pod groźbą „kary-braku-dostępu-do-dupy” zarządałam kupna nowego, co uczynił dzień później. 

Kolejnego wieczora nowy monitor działał bez zarzutu, aczkolwiek mieszając zupę w kuchni dobiegające mnie wykrzyknienia „osz kurwa”, „osz kurwa jebana mać” oraz nagminne „zajebie chuja” dały mi odczuć, iż coś jest nie tak… A nie tak była niemożność odnalezienia owej starannie dobranej muzyki. Na pytanie czy oby na pewno podkreślił fakt, ze dane maja pozostać nienaruszone, M. z całkowitym przekonaniem twierdził, że nie jest idiotą i wie co powiedział temu „zjebanemu chujowi”.

Rano do Zjebanego Chuja pojechaliśmy razem i na pytanie gdzie jest muzyka, zapytał:

„A jaka muzyka?”

M. zapakował komputer do samochodu wykrzykując: „Ni wierzę kurwa, nie wierzę!” Ja nie wierzyłam również, ale to akurat nie wiele zmieniło, poza faktem, że z czystego lenistwa zarządałam od Zjebanego Chuja odzyskania materiału muzycznego.

Kolejnego wieczora M. wyciągnął stare wypalanki i stwierdził, ze chociaż może tego posłuchamy, skoro w ogóle mamy komputer. Niestety brak wiary w kretynizm Zjebanego Chuja pobił fakt, iż komputer włączyć się w żaden sposób tego wieczora nie chciał. Każda kolejna próba kończyła się fiaskiem. Pomijam oczywiście fakt, że komputer był dziwnie wilgotny. Ale takie są przecież prawa komputerów przewozonych podczas deszczu…

Szczyt informatycznej techniki stał kilka dni i nie wiadomo na co czekał.

Ja; „Może dasz go gdzieś do naprawy, szkoda, żeby tak stał?”
M: „Jutro”

I tak kilka dni…

Aż wczorajszego wieczora problem rozwiązał się sam.

Ja: (leżąca w łóżku) „Wyłącz proszę tv”
M: „Nie chce mi się, później, zaraz itp…”

Po owej wymianie zdań telewizor z przyczyn niewyjaśnionych spadł z półki, zmiażdzył komputer i rozbił lustro.

M: „Myślisz, że to jakiś znak?”

8 comments

  1. lilith · Grudzień 11, 2008

    hmmmmmmm

    sie porobilo cos ciekawego widze jak milczalas, D sobie… poszla ?

    a co do calej historii to moze malo ambitnie ale : o kurwa O_o”

  2. Mysz · Grudzień 11, 2008

    Ale jak to?
    Tak ot tak ten telewizor spadł?
    Heh:)
    Nie bierz tego do siebie. Wydarza się to, w co wierzymy, więc..

  3. Sirene · Grudzień 11, 2008

    —> Lilith: no coz, sprawy rozwiazuja sie same… D. zniknela, ot tak… pewnego dnia, oby bezpowrotnie…

    —> Myszka: co by nie powiedziec, tv spadl pewnie z przeciazenia, ale dlaczego wlasnie wtedy? dlaczego na komputer i dlaczego na lustro, skoro jeszcze tego wieczora M. opowiadal o swoim pechu, pomimo, ze nigdy nie stlukl zadnego lustra…

  4. Grima · Grudzień 11, 2008

    zjebałabym zjebańca, znaczy Zjebanego Chuja, za brak muzy, bez niej życ nie mozna przecie!

  5. księżniczka · Grudzień 11, 2008

    nie to nie może być znak…

  6. Mysz · Grudzień 11, 2008

    Hmmm…
    To ja poproszę o jakiś odzew, bo już tyyyyyyle czasu mileczenia jest nie do zrozumienia :)

  7. senee · Grudzień 11, 2008

    ..taaa…jak to mówią? Jak się wali – to się wali wszystko (dosłownie i w przenośni)

  8. senee · Grudzień 11, 2008

    ..taaa…jak to mówią? Jak się wali – to się wali wszystko (dosłownie i w przenośni)